Felietony
2017.09.12 09:50

Stela z Xi'an

Cesarz – ojciec wszystkich wierzeń, i ceniący w

każdej z nich Rozum który jest jeden –

pragnie aby wiara, wkrótce mająca zostać wymazana

przez porzucenie, została zapisana na nowej steli

i oznaczona pieczęcią jego władzy[1]

 

Tak zaczyna się wiersz Victora Segalena Religion Luminese opowiadający o nestoriańskiej steli z miasta Xi’an (starożytnego Chang’an) w Chinach. Kamień ten swego czasu, dzięki takim postaciom jak Peter Yoshiro Saeki, był porównywany do kamienia z Rosetty i uważany za jeden z najwspanialszych artefaktów z historii ludzkości. Dzisiaj te porównania wydają się znacznie przesadzone[2]. W Beilin, lesie stel – muzeum, gdzie aktualnie się ona znajduje, nie rzuca się bardziej w oczy niż pozostałe okazy, również wykonane w piaskowcu, ze znakomitą kaligrafią. Tłumy chińskich turystów przesuwają się wężykiem pomiędzy kolejnymi czarnymi blokami. Przewodnik zachodniej wycieczki zatrzymuje się przez chwilę przed „tą” stelą i przedstawia krótką historię kamienia, dodając jeden czy dwa smaczki, mówi o starożytnym chrześcijaństwie z czasów dynastii Tang, chrześcijaństwie heterodoksyjnym, bo nestoriańskim. Mówi o tym, że wykopał go chłop pracując w polu albo budując stodołę, a być może pewien urzędnik kopiąc grób dla swojego syna, a w innej wersji jezuici stawiający fundamenty pod nowy kościół – przekazów na ten temat powstało wiele. Co najmniej równie tyle wersji istnienie o miejscu, gdzie ją wykopano. Białe twarze kiwają głowami, nawet może przez chwilę się zadumają nad tym, że tu oto na tej ziemi, przed wiekami, było coś „naszego”, znajomego. Niby takie obce, trzymetrowy blok w orientalnych hieroglifach, na spodzie i po bokach ślimaczki (które okazują się językiem syriackim podanym w piśmie estrangelo, latami uważane przez chińskich uczonych za sanskryt lub mongolski)[3], ale gdzieś w tych znakach jest podobno mowa o Mesjaszu, Trzech-w-Jednym, Krzyżu i wyzwoleniu. Na szczycie – otoczony smoczymi bestiami – niewielki krzyż w kwiecie lotosu. Po tylu wiekach i dziesiątkach wykonanych frottage’ów (kopii wykonywanych przez tarcie tuszem) niemal zupełnie niewidoczny. Zwiedzający robią zdjęcie i idziemy dalej.

 

My się zatrzymajmy. Jest bowiem coś niesamowicie pociągającego i hipnotyzującego w tym kamieniu. Chińczycy, nie przykładając przez wieki w ogóle wagi do treści, podziwiali piękno kaligrafii, w której został wykonany tekst na zlecenie cesarza. Jego spowite w tajemnicy odkrycie datowane na ok. 1625 rok i doniesienia o nim, przesyłane w listach przez jezuickich misjonarzy, wywołały w Europie zamieszanie (pisał o niej również Michał Boym). Dopuszczano możliwość przedostania się chrześcijaństwa do Chin, choćby dzięki misji apostoła Tomasza. Były żywe wciąż legendy o królestwie Księdza Jana. Nawet Marco Polo wspominał o napotkanych chrześcijanach w orientalnych krainach. Jednakże, sama idea prosperującej, cieszącej się poparciem religii chrześcijańskiej w Chinach budziła niedowierzanie. Szczególnie, że początkowo misjonarze nie identyfikowali religii ze „steli nestoriańskiej” – jingjiao (tłum. Olśniewająca Nauka) z Kościołem Wschodu (popularnie nazywanym nestoriańskim), ale odnoszono je wprost do Kościoła rzymskiego. Sam fakt, że doniesienia o steli i wczesne tłumaczenia tekstu pochodziły od jezuitów, sprawiało, że wielu nie dawało wiary tej wiadomości. Wolter, na ten przykład, uważał ją za przebiegłe jezuickie oszustwo. Podobnie było z protestanckimi uczonymi i niektórymi badaczami orientu czy starożytnych języków. Całą tę sprawę pogarszało to, że w rzeczywistości mało kto widział kamień na własne oczy. Przez długi okres czasu znajdował się ona na dziedzińcu jednej z buddyjskich świątyń, jakąś milę za zachodnią bramą Xi’anu. Swojego czasu chroniła go ceglana wiata, wybudowana, według jednej wersji wydarzeń, przez chińskiego chrześcijanina. Później, stała w otoczeniu innych stel przez nic nie chroniona, narażona na działanie deszczów, wiatrów i charakterystycznych dla prowincji Shaanxi, burz pyłowych. Stała tak niewzruszona do przybycia w 1907 r.  duńskiego podróżnika Fritsa Holma. Jego obecność w Xi’anie wywołała zamieszanie pośród urzędników, gdyż rozeszła się plotka (zresztą prawdziwa), że biały przybysz planuje wykupić i wywieźć stelę za granicę. Traf chciał, że w tym czasie w mieście przebywał Japończyk, profesor Kuwabara, który opisał zamieszanie związane z próbą przenosinami steli wywołanymi wieścią, że jakiś obcy chce ją wykupić i sprzedać British Museum. Po kilku dniach Holm wrócił na miejsce, gdzie wcześniej oglądał stelę i ku swemu zaskoczeniu: “wszystko co zobaczyłem, to dziura w ziemi, gdzie piedestał monumentu, smutno wyglądający kamienny żółw, był pozostawiony”[4]. Stela, na rozkaz zarządcy Shaanxi, została umieszczona w Beilin, pod ścisłym nadzorem.

 

Michael Keevak pisał, że obywatele Zachodu nauczyli się dostrzegać w steli samych siebie. Stała się ona „lustrem”, w którym widzieli coś własnego i znajomego w tym niezwykłym i obcym świecie orientu[5]. W ich oczach był to element chrześcijańskiej, zachodniej cywilizacji, ale znajdujący się na obczyźnie. Zapomniany i porzucony. Jak religia, której historię dokumentował. Frits Holm, typowy przedstawiciel gatunku kolonialnych podróżników i „naukowców” pragnął go “jedynie” przywrócić na swoje miejsce, do świata z którego pochodził. W oczach chińczyków stał się jednak szabrownikiem, złodziejem artefaktów. Ten piękny kamień został wykonany z chińskiego piaskowca, wydobyty przez chińskich robotników i wykonany przez najznamienitszych kamieniarzy i kaligrafów. Jego próba przywłaszczenia przez Holma odbierana była jako jawne świętokradztwo.

 

Keevak ma rację. I choć może to naiwne, to wpatrywanie się w stelę, ten niewyraźny krzyż na samym szczycie, daje poczucie wytchnienia i ciepła. Bez względu na to, do jakiej tradycji Kościół ten należał (wspomina perskiego katolikosa Henaniszo II, choć zapisany rok jej powstania powinien wskazywać na Tymoteusza I). Jest to pocieszenie i przypomnienie, że Ewangelia docierała w najdalsze zakątki globu. Niekiedy, niczym to ziarno upadające na skały czy w ciernie, nie wzeszło i nie wydało plonów. Tak jakby na nic była krew męczenników, która, gdy ziarno ma odpowiednie warunki, działa niczym nawóz powodując wielokrotny wzrost.

 

Pod krzyżem – sześć znaków, trzy na trzy: „Stela upamiętniająca szerzenie Jingjiao (Olśniewającej Nauki) z DaQin (Rzymu/Persji) w Państwie Środka”. Tekst wprowadza w podstawy doktryny chrześcijańskiej i organizacji Kościoła – czasem wykorzystuje chińskie znaki do oddania syriackich nazw, kiedy indziej wykorzystuje terminy buddyjskie, taoistyczne czy konfucjańskie, niekiedy je lekko modyfikując. Przedstawia historię wspólnoty, od 625 r., przybycia misjonarza i prezbitera Aluobena, po aktualnego chorepiskopa Kumdanu (Chang’anu) i fundatora steli, Yazedbuzida i jego syna, diakona Adama. Stela została wzniesiona w 781 r., a zaledwie sześć dekad później, w 845 przez Chiny przejdzie jedno z najdotkliwszych prześladowań religijnych. Chrześcijaństwo, u boku zoroastrianizmu i manicheizmu zostanie całkowicie wytrzebione, świątynie zburzone lub przejęte, kapłani przeniesieni do stanu świeckiego. Buddyzm i islam – tak samo prześladowane, przetrwają i odrodzą się. Chrześcijaństwo powróci razem z Mongołami, gdy utworzą swą własną dynastię. Będzie pisał o nich wenecki kupiec Marco Polo przemierzając rozległe tereny cesarstwa i przybywając do “wielkiego i znakomitego” Zajtonu[6], w którym dziś można znaleźć nagrobki z krzyżami w lotosie i apsarami-aniołami.

 

Niech nikt nie dodaje komentarzy tutaj.

Niech nikt nie szuka wskazówek tutaj.

Tak że bez owoców i uczniów

Olśniewająca Wiara umiera w spokoju,

w ciemności.[7] – Segalen.

 

Piotr Popiołek

 

[1] Victor Segalen, Stèles 古今碑錄, vol. 1, Wesleyan University Press 2007, s. 88

[2] Peter Yoshiro Saeki, The Nestorian Monument in China, London 1928, s. 1

[3] Michael Keevak, The Story of the Stele. China’s Nestorian Monument and Its Reception in the West, 1625-1916, Hong Kong University Press 2008, s. 26

[4] Frits Holm, The Nestorian Monument: An Ancient Record of Christinity in China. With Special Reference to the Expedition of Frits V. Holm, Member of Royal Asiatic Society, London, etc., Chicago 1909, s. 36.

[5] Michael Keevak, op. cit,

[6] Marco Polo, Opisanie świata, tłum. Anna Ludwika Czerny, s. 297 (CLVIII)

[7] Victor Segalen, Stèles 古今碑錄, vol. 1, Wesleyan University Press 2007, s. 88


Piotr Popiołek

(1987), absolwent religioznawstwa UJ i doktorant Wydziału Teologicznego UPJPII. Interesuje się historią chrześcijaństwa i teologią na Dalekim Wschodzie oraz kontekstualnymi teologiami politycznymi. Publikuje na łamach „Christianitas”, „Pressji” i „Kontaktu”.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij