Duchowość
2017.10.12 15:41

Różaniec – przyjęcie woli Ojca

Trudna jest to mowa, ale jakże ożywcza: „Nic nie zasmuci sprawiedliwego, cokolwiek by mu się przytrafiło” (Prz 12, 21; Wlg. Non contristabit iustum quidquid ei acciderit)[1]. Prawdziwym pocieszeniem, współcześnie coraz mniej rozumianym[2], jest bowiem świadomość, że cokolwiek dzieje się wbrew ludzkiej woli, ma miejsce właśnie dlatego, że tak upodobał sobie Bóg[3]. Biblijna obietnica szczęścia nie polega przecież na zapewnieniu, że chrześcijanie zawsze chronieni będą przed przeciwnościami (wręcz przeciwnie, „przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego”; Dz 14, 22), ale na przyjęciu prawdy, że każde wydarzenie, radosne czy bolesne, nie jest dziełem przypadku. Wszystkie one kierowane są zgodnie z mądrym, sensownym zamysłem kochającego Boga. Ojciec, którego objawił Jezus, godzien jest zaufania. Nawet gdy Jego drogi obsypane są cierniami, zawsze prowadzą one do jakiegoś dobra, choćby nawet przez długi czas niedostrzegalnego inaczej, aniżeli tylko przez wiarę. W uniesieniu proroczym wiedział o tym Hiob, kiedy wyznał: „Choćby mnie zabił Wszechmocny – ufam” (Hi 13, 15). Ufał, ponieważ zrozumiał, że Bóg nie chce zgnębić, ale zawsze uświęcić.

 

Modlitwa różańcowa przeprowadza wiernego przez tajemnice radosne i bolesne, łącząc jego własne doświadczenia życiowe z cudami i cierpieniami Jezusa Chrystusa, aby finalnie zatrzymać się na nadziei przyszłej chwały. „Płacz nadchodzi z wieczora, a rankiem okrzyki radości” (Ps 30, 6). Katolika wiernie obracającego w ręku różaniec przeprowadza przez to wszystko Maryja Panna, najlepsza Przewodniczka w drodze do nieba. Celem modlitewnej wędrówki nie jest jednak wyłącznie osiągnięcie radości wiecznej, ale również dojście do ziemskiej pełni życia. Modlitwa kończąca Litanię Loretańską mówi na przykład: „za przyczyną Najświętszej Maryi, zawsze Dziewicy, racz nas uwolnić od doczesnych utrapień i obdarzyć wieczną radością” (gloriosa beatae Mariae semper Virginis intercessione, a praesenti liberari tristitia, et aeterna perfrui laetitia)[4]. Podobne wezwanie zawierają teksty Mszy świętej na uroczystość Bożego Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny: „Panie, niech z Twego zmiłowania, a za przyczyną błogosławionej Maryi zawsze Dziewicy, Matki Syna Twego Jednorodzonego, ofiara ta wyjedna nam wieczne i doczesne szczęście oraz pokój” (Tua, Domine, propitatione, et beatae Mariae semper Virginis, Unigeniti tui matris, intercessione, ad perpetuam atque praesentem haec oblatio nobis proficiat prosperitatem et pacem)[5]. Modlitwy te jednym tchem wspominają o nagrodzie w niebie, jak również o szczęściu na ziemi. Ponieważ obecny świat jest miejscem zasług dla przyszłego, aż do końca dni wino radości zaprawione będzie wszakże mirrą cierpienia. A jednak człowiek, dla którego wola Ojca jest jego własną, i chce tylko tego, czego chce Ojciec, cieszy się, ponieważ wszystko dzieje się po jego myśli[6]. Oznacza to, że trwałej szczęśliwości nie mogą zapewnić okoliczności zewnętrzne, a jedynie wewnętrzna gotowość na przyjęcie zamysłu Boga. Pełnia życia kryje się w pełnieniu Jego woli (zob. Ps 30, 6; Wlg. Et vita in voluntate eius).

 

Sama forma różańca pozwala na praktykowanie „modlitwy nieustannej”, w ramach której możliwe staje się jednoczenie z zamysłem Ojca w każdej chwili i w każdej okoliczności. Ilekroć przychodzi doświadczenie, pod ręką pozostaje koronka z psałterzem maryjnym. Dzięki niej czasowe przypadki zostają zapośredniczone w niebie. Tajemnice radosne inspirują do wyrażenia wdzięczności za doznaną pomoc, tajemnice bolesne – umożliwiają taką przemianę duszy, aby w trudnościach wraz z Jezusem mogła powiedzieć Bogu: „jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich, i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja” (Mt 26, 42), zaś tajemnice chwalebne – umacniają zmysł wiary i nadziei, który antycypuje światło pośród ciemności. Są jeszcze tajemnice światła; znaczące miejsce zajmuje w nich realizacja Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości. Ludzka konstrukcja wewnętrzna zbudowana jest natomiast w taki sposób, że przemiana dokonuje się stopniowo. Wpierw ziarno obumiera, później zapuszcza korzeń, wydaje pęd, aby następnie powoli wzrastał i piął się wysoko ponad ziemią. Z tego powodu dwie charakterystyczne cechy różańca, czyli systematyczność i powtarzalność, służą temu, aby dusza dojrzewała do złożenia przed Ojcem wszystkich swoich spraw. W efekcie jednostajnego Ojcze nasz oraz Zdrowaś, Maryjo wola jednoczy się z wolą. Bóg mógłby wprawdzie udzielać daru natychmiastowej przemiany, jednak czyni to niezwykle rzadko, ponieważ powolny wzrost przynosi zazwyczaj trwalsze owoce:

 

Święty Paweł w jednej chwili został oczyszczony oczyszczeniem doskonałym (…). Jednak ten sposób oczyszczenia jest tak cudowny i nadzwyczajny w porządku łaski, jak zmartwychwstanie umarłych w porządku natury, dlatego nie powinniśmy się go spodziewać dla siebie. Zwykle oczyszczenie i uleczenie tak ciała, jak i duszy odbywa się powoli, stopniowo, krok za krokiem, z trudem – i potrzebuje czasu. Aniołowie na drabinie Jakubowej mają skrzydła, ale nie latają, tylko wstępują i zstępują kolejno szczebel po szczeblu. Duszę, która przechodzi od grzechu do pobożności, porównuje Pismo Święte do jutrzenki, która wschodząc, nie rozprasza ciemności w jednej chwili, ale z wolna (por. Prz 4,18). Uleczenie dokonujące się stopniowo zawsze jest pewniejsze – mówi przysłowie[7].

 

Człowiek kryje w swoim sercu mnóstwo zamysłów, ale pozostaje niespokojny, dopóki nie powierzy ich bez reszty woli Bożej (por. Prz 19, 21). Nie sposób jednak oddać się w ten sposób za pomocą jednej tylko modlitwy. Dopomaga w tym powtarzalność różańca. Święci targani troskami, chwytali za koronkę, aby obawy ich serca mogły zostać skonfrontowane z – płynącym z tej modlitwy – wezwaniem do przyjęcia kielicha od Ojca. Spokojna regularność „sznura łask” powoli kształtowała ich ufność, od wyciszenia lęku, aż po pełne wytchnienia powierzenie się Bogu. Cóż za wolność – nie troszczyć się o to, czy przyszłość, na którą człowiek nie ma wpływu, będzie pomyślna czy niepomyślna, nie wnikać zanadto w zamysły Opatrzności (tak jakby szerokość nieba dało się zmierzyć trzymanym w ręku kijem)[8], ale zaufać bez zastrzeżeń. Na gruzach ludzkich planów niejednokrotnie wyrastały róże modlitwy różańcowej, to znaczy – pojawiała się nowa, szersza nadzieja, sicut in caelo et in terra („jako w niebie, tak i na ziemi”). Ustawicznie przyzywając Trójcę Świętą oraz Jej pokorną służebnicę, Maryję, święci trwali w obecności kochających osób. Dłuższe obcowanie z drugim, zapraszanie go do swojej codzienności, do każdego, najdrobniejszego nawet uczucia czy zdarzenia (choć może czasem wydać się monotonne), rodzi przecież głębsze zaufanie. Miłość „we wszystkim pokłada nadzieję” (1Kor 13, 7).

 

Michał Gołębiowski

 

[1] Werset ten brzmi w przekładzie ks. Jakuba Wujka: „Nie zafrasuje sprawiedliwego cokolwiek nań przypadnie”; według Biblii Tysiąclecia: „Nie spotka zło żyjących uczciwie”; według Biblii Warszawsko-Praskiej: „Żadne nieszczęście nie spotka prawego”, a według Biblii Poznańskiej: „Prawemu nie grozi żadne zmartwienie”. Zob. A.M. de Liguori, Zasady życia chrześcijanina, Kraków 2017, s. 86.

[2] „Dzisiaj tajemnica ta, dla wielu chrześcijan, wydaje się zbyt trudna do przyjęcia. Niektórzy uważają, że Bóg zawsze pragnął, aby ludzie sami w pełni decydowali o swym posłuszeństwie lub o jego braku wobec Niego, toteż nigdy nie prowadził On spraw tego świata, nie był Panem czasu i historii, o czym śpiewano przez wieki w Kościele (P. Descouvemont, Czy można wierzyć w Opatrzność? Jak nie zwątpić w Bożą miłość w świecie pełnym zła i cierpienia, tłum. M. Bartnicka-Gustowska, Kraków 2007, s. 101).

[3] Zob. Augustyn z Hippony: „Wszystko, co na ziemi przydarza nam się wbrew naszej woli (czy to za sprawą ludzi, czy jakichkolwiek innych przyczyn), dzieje się wyłącznie z woli Bożej i z wyroków Opatrzności, która wszystkim rządzi” (cyt. za: Jean-Baptiste Saint-Jure, Zaufanie Bożej Opatrzności. Źródło pokoju i szczęścia, tłum. L. Danilecka, Warszawa 2007, s. 32-22)

[4] Te Deum Laudamus. Modlitewnik katolicki, Warszawa 2001, s. 106.

[5] Mszał Rzymski, Poznań 1963, s. 1145.

[6] Zob. A.M. de Liguori, Stając przed Bogiem, Kraków 2017, s. 126-127.

[7] Franciszek Salezy, Filotea. Wprowadzenie do życia pobożnego, tłum. M.B. Bzowska, Kraków 2000, s. 29

[8] Zob. Jan z Ávila, List 117. Do pewnego kapłana, który był chory [w:] tegoż, Pisma do kapłanów, red. J. E. Bifet, Poznań 2017, s. 417-418.


Michał Gołębiowski

(1989), historyk literatury dawnej, filolog, historyk idei, doktorant UJ. Zajmuje się również patrystyką. Autor książki Małżeństwo Józefa i Maryi w literaturze i piśmiennictwie staropolskim doby potrydenckiej.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij