Komentarze
2013.04.22 08:12

Ludzie Wojtyły

1

W osiem lat po śmierci Jana Pawła II można odnieść wrażenie, że żyjemy w kraju, który nigdy nie wydał papieża. Opiniotwórcze media głównego nurtu przeprowadzają kolejne bezpardonowe ataki na Kościół, uderzając a to w księży, a to w różne aspekty katolickiego nauczania.

 

Medialne ciosy spadające na Kościół z reguły zadawane są na oślep, bez pokrycia w rzetelnym dziennikarstwie. A przecież papież Wojtyła bez wątpienia nie był, nawet wśród papieży, postacią przeciętną. Jeśli spojrzymy na jego zmagania z komunistami przed rokiem 1989 i z liberałami po tej dacie chłodnym okiem, to nawet nie odmawiając sobie takich czy innych zastrzeżeń wobec decyzji i gestów jego pontyfikatu, łatwo dostrzeżemy, że obcowaliśmy z gigantem.

Odnaleźć Westerplatte

Może jednak nie żyjemy w aż tak szczególnych czasach? Może antyklerykalizm, z którym mamy dziś do czynienia nie jest aż tak niezwykły? W końcu był on chlebem powszednim zarówno biskupa i kardynała Wojtyły, jak i Jana Pawła II. Wpierw konfrontował się z reżimem PRL-u, a potem z zajadłymi atakami laicyzatorów, którzy po nowej umowie elit zawartej przy Okrągłym Stole zrzucili owcze skóry przyjaciół Kościoła. Wojtyła stawiał tej rzeczywistości czoło, nie obawiał się jej, ale też i nie znikała ona pod wpływem jego głosu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kulminacją tego zwarcia były pielgrzymki do Ojczyzny z lat 90., podczas których całkowicie wtedy dominująca medialnie w Polsce „Gazeta Wyborcza” starała się obrzydzić Polakom ich własnego papieża. Mówiono, że nie rozumie on zupełnie świata, skoro przyjeżdża do swojego kraju, narodu i proponuje mu budowanie państwa opartego na sprawiedliwości - tego dotyczyło przecież nauczanie o Dekalogu w roku 1991. Zarzucano Janowi Pawłowi dołączanie do chóru tych, którzy religię chcą upolitycznić, a nad Polską rozciągnąć czarną płachtę teokracji. Tymczasem papież był intelektualistą, ale i kaznodzieją bardzo subtelnym - wskazywał przede wszystkim drogi kształtowania spraw publicznych z perspektywy etycznej. Równocześnie nie pozwalał sobie na prowadzenie akcji czysto politycznej.Wtedy, w roku 1991, papież Wojtyła przegrał część zmagań - pozostało po tej walce poczucie, że Kościół, a nawet kochany powszechnie papież, jest przeciwnikiem nowej Polski, a nade wszystko, przeciwnikiem wolności wynoszonej w tamtym czasie w oszalały sposób na piedestał wszelkich wartości. Cóż, niewątpliwie papież był przeciwnikiem pewnych propozycji dla nowej Polski, z których część niestety się zrealizowała. Ale warto mieć świadomość, że Jan Paweł II przygotował się na ewentualność tej częściowej porażki. Co może istotniejsze - przygotowywał na nią także tych, którzy w przyszłości mieli wybrać drogę sprawiedliwości w czasach dla niej niełatwych. W roku 1987 Polacy usłyszeli znamienne słowa o tym, że każdy ma znaleźć „swoje Westerplatte”. Jan Paweł II mówił to do młodych. To odwołanie do głębokiego etycznego odruchu odpowiedzialności, podobnie jak i inne ważne elementy przesłania papieskiego, przypomniały Polakom, kim są i jaka jest forma ich narodowego i religijnego istnienia.

Rekonstrukcja polskości

Jan Paweł II ukształtował także tych, których, gdy wygłaszał swoje najważniejsze kazania, nie było jeszcze na świecie lub nie odrośli jeszcze dobrze od ziemi. Nie chcę używać tutaj pojęcia „Pokolenie JP2” - wyśmianego i wyszydzonego, a także nie dość określonego. Lepiej zauważyć, że Karol Wojtyła, niczym mityczny heros, przywrócił znacznej części polskiego narodu świadomość, czym jest dobre życie - zarówno publiczne, jak i prywatne. I ta świadomość żyje już w kolejnych pokoleniach. Także tych, które patrzą na Jana Pawła II jak na papieża odległej już historii - postrzegając go jako giganta minionego czasu. Wojtyła był mądry, wiedział, że wartości dobrze osadzone we wspólnocie przetrwają dłużej niż pamięć o ludziach. I o te wartości walczył. Dlatego „ludzie Wojtyły” będą w Polsce prawdopodobnie nawet wtedy, gdy wyrażenie „Jan Paweł II” będzie hasłem martwym. „Ludźmi Wojtyły” są pro-liferzy, dziennikarze szukający prawdy, ale i kobiety rodzące i wychowujące dzieci. I wielu, wielu innych - długo by można jeszcze wymieniać. Zasługi papieża nie należą bowiem tylko do sfery religijnej i etycznej. Dokonał on rekonstrukcji polskości - porozbijanej już w czasach zaborów, potem znów okrutnie doświadczonej podczas niemieckiej i sowieckiej okupacji. Jan Paweł II budował konsekwentnie opowieść o Polsce, historię składaną ze strzępów narracji, z puzzli, w które zamieniały ją kolejne akty gwałtu ze strony zaborców i okupantów oraz ich polskich sprzymierzeńców. Papież starał się spełnić podstawowy warunek podmiotowej opowieści, którą snuje naród - czyli to, że powinna ona reprezentować jego całość. Dlatego opowieść ta powinna wychodzić od tego, co możemy odnaleźć w dziejach jako akt założycielski narodu, od którego ciągną się wszystkie zasadnicze wątki jego dziejów. W polskim wypadku było to zanurzenie w wodach chrztu - jak przypomniał nam Jan Paweł II.

Wciąż w nas jest

Warto też wracać do różnych subtelnych znaków, jakie nam zostawiał Jan Paweł II podczas swojego pontyfikatu - jak choćby w roku 1979 na placu Zwycięstwa. Papież, przywołując osobę swojego poprzednika Pawła VI, który do Polski chciał przybyć z okazji 1000. rocznicy chrztu Mieszka, zmieniał naszą ówczesną mentalność geopolityczną. Oto zamiast Moskwy, „przyjaciela” zapisanego w konstytucji, papież pokazał nam związek nieskończenie bogatszy, jaki Polacy mają od tysiąca lat z Rzymem. Z miastem i z Kościołem, który pamięta o Polsce, nawet gdy naród i państwo podupadają. A może nie tylko o Rzym chodziło - może polska geopolityka sięgać może jeszcze dalej - w kierunku Nowego Jeruzalem, samego Boga. Do tej polskości zaproszeni są także ci, którzy wątpią, bądź wręcz wizji tej się sprzeciwiają, ale zwracają się ku prawdzie. W tym kontekście szczególnie smutne jest to, jak szybko ten heroiczny człowiek został dla wielu już tylko przykładem godnego umierania i wspomnień kremówkowych. A tymczasem Jan Paweł II wciąż jest w nas, a my z niego jesteśmy. Nawet gdy nie dość go cenimy, albo cenimy nie to, co potrzeba. Bowiem to on nas wydobył z zapomnienia, którym sami się okryliśmy. Przypomniał nam, kim jesteśmy i ta inspiracja pozostaje dla tych, którzy wciąż trwają na swoim Westerplatte.  

 

Tomasz Rowiński


Tomasz Rowiński

(1981), redaktor prowadzący portalu Christianitas, od 2008 roku redaktor pisma Christianitas, historyk idei, publicysta, autor książek; wydał m. in "Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa" oraz "Królestwo nie z tego świata. O zasadach Polski katolickiej na podstawie wydarzeń nowszych i dawniejszych". Mieszka w Czarnym Lesie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij