Duchowość
2019.02.01 19:19

„Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej”. Msza i obecność Boga

Świat nie jest jedynie pozorem – maya – który w swej wędrówce ostatecznie mielibyśmy pozostawić za sobą. Świat nie jest nieskończonym kołowrotem cierpień, przed którym człowiek miałby się starać uciec. Świat jest czymś pozytywnym. Mimo wszelkiego zła i mimo wszelkiego cierpienia, jakie w nim panują, świat jest dobry – i dobrze jest żyć w świecie. Bóg, Stwórca istnieje i wypowiada się przez swoje stworzenie, również ludzkiemu czynowi wyznaczając jego kierunek i miarę.

Joseph Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo

 

Częsty to widok, kiedy żyje się tutaj, na południu: kosiarze rozrzucają zielonki na siano, rytmicznie i miarowo, co przypomina poniekąd ustawiczne przewracanie paciorków różańca. Dzień jest upalny, milczący, skupiony. Stojąc przy wiejskiej drodze, próbuję sięgnąć wzrokiem do najdalszego punktu pola zbóż, i raptem przychodzi myśl, że tak samo złocony jest ołtarz w pobliskim sanktuarium. Niebawem kosiarze odstawią swoją pracę, żeby przejść między polami i spotkać się z Chlebem życia. Po Mszy na łąkach pojawią się owce, żywe ikony łagodności i spokoju, przecinając ciszę brzęczeniem dzwoneczków. Czy jednak dzwonienie nie towarzyszyło także nabożeństwu, kiedy wierni zgromadzili się przed ołtarzem, jak gdyby w jednej owczarni Pana Boga (zob. J 10,16)?

Eucharystia oznacza po grecku „dziękczynienie”. Tak też cała prefacja jest składaniem Bogu podziękowań w modlitwie i pieśniach. Jej zwieńczeniem okazuje się natomiast poetycka inwokacja Sanctus wychwalająca wspaniałość Boga, który z wyżyn swojego majestatu opiekuje się wszystkim, a niebawem przyjdzie – o dziwo – w postaci drobniutkiego kawałka chleba do spożycia:

Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów. Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej. Hosanna na wysokości. Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie. Hosanna na wysokości (Sanctus, Sanctus, Sanctus, Dominus Deus Sabaoth. Pleni sunt caeli et terra gloria tua. Hosanna in excelsis. Benedictus qui venit in nomine Domini. Hosanna in excelsis)[1].

„Święty, Święty, Święty” – bo Bóg jest po trzykroć święty, a więc najświętszy i nieogarniony. On jest podstawą wszelkiego dobra, zasadą istnienia, źródłem życia[2]. Jest również „Panem Zastępów”, czyli wszystkich mocy nieba. Wznosi się nieskończenie wysoko ponad słońcem i obłokami wyobrażającymi najwyższą sferę rzeczywistości, włada nimi i kieruje. Bóg znajduje się – o ile można tak powiedzieć – całkowicie ponad wszystkim, a zarazem pochyla się nad najmniejszym stworzonkiem, źdźbłem trawy czy ziarnkiem piasku. „Pełne są niebiosa i ziemia” Jego przeogromnej chwały. Obecność Stwórcy wypełnia niebo, ale dostrzegalna jest również na ziemi. Wielcy mistycy wracali zresztą do prawdy, że Bóg nie tylko stworzył świat, ale nieustannie podtrzymuje go w istnieniu[3]. Wiara w Jego udział we wszystkim, co dzieje się na niebie i ziemi wraca w trakcie Mszy w modlitwie Ojcze nasz, która otwiera obrzędy komunii. Wówczas wierni proszą, aby przyszło Królestwo Boże (adveniat Regnum Tuum), a Jego wola spełniała się wśród nas tak, jak spełnia się na górze (fiat voluntas Tua, sicut in caelo, et in terra)[4]. Innymi słowy, Bóg istnieje w wieczności, ale angażuje się w doczesność i przynosi ocalenie ludziom i zwierzętom (Ps 36,7).

Dalsza część pieśni Sanctus nieco zmienia perspektywę: wierni przypominają sobie, że Ten sam wielki, niepojęty Bóg stał się kiedyś człowiekiem. „Hosanna” jest dość specyficznym słowem, które w kontekście liturgii wyraża po prostu radość, uwielbienie, zaufanie[5]. Kiedy Pan Jezus wjeżdżał do Jerozolimy na osiołku, jawiąc się jako prawdziwy król narodu wybranego, ludzie dookoła śpiewali: Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach (Mt 21,9), dokładnie tak, jak czynią to katolicy zebrani na Mszy. Chrystus tak samo pojawi się w „świętym mieście” nabożeństwa. Przyjdzie w imię Pańskie, napełniając to, co ludzkie tym, co Boże. Mało tego: będzie obecny w niewielkiej hostii, którą wierni będą mogli posilić się na życie wieczne, a nawet „wjedzie” królujący do ich wnętrza. Okazuje się, że Bóg jest cały w chlebie i winie, które są zarazem „owocem ziemi i pracy rąk ludzkich”[6]. Człowiek musiał wymłócić i zmielić ziarno, zrobić zaczyn, urobić ciasto, cierpliwie czekać przy jego wypieku... Podobnie długotrwałym, wymagającym cierpliwości procesem jest tworzenie wina. Bardzo konkretna, praktyczna ludzka czynność w pewnym sensie toruje drogę przychodzącemu Królowi. A więc „pełne są niebiosa i ziemia chwały” Bożej nie tylko przez Jego nieustanną opiekę czy posyłane łaski, ale także przez Wcielenie i sakrament, które jawią się jako wejście Stwórcy w strukturę stworzenia. Kłos, który wyrósł z ziemi staje się ostatecznie chlebem z nieba.

Często początkiem życia duchowego jest zadziwienie. Mowa o tym głębokim zdumieniu istnieniem świata, które wielki katolicki filozof, Étienne Gilson, nazywał „afirmacją tego, co jest”[7]. Rzeczywistość okazuje się pełna życia, zjawisk, osób. Jednym słowem: objawia się jako istniejąca. Łaska potrafi uleczyć dotychczasową ślepotę, aby dać człowiekowi światłe oczy serca (Ef 1,18) na wszystko, co realne wokół niego. To otwarcie idzie dalej i dalej, aż wreszcie prowadzi do spotkania z Bogiem, który jest Istnieniem, a zarazem sprawcą wszystkiego, co zaistniało. Być może to proste i czyste spojrzenie na świat miał na myśli Pan Jezus, kiedy mówił: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 18,3). Dziecko nie jest przyzwyczajone do tego, co widzi wokół. Ono dopiero odkrywa rzeczywistość. W dzieciństwie wszystko wydaje się nowe, wyjątkowe, zadziwiające w swojej różnorodności i oczywistości. Tą postawą odznaczał się chociażby Psalmista, wszakże dorosły człowiek, tak oto chwalący Boga: Ty zdroje kierujesz do strumieni, co pośród gór się sączą: poją one wszelkie zwierzęta polne. Jak liczne są dzieła Twoje, Panie! Ty wszystko mądrze uczyniłeś: ziemia jest pełna Twych stworzeń (Ps 104,10-11.24). Zachwyt nad istnieniem świata prowadzi zatem do odkrycia absolutnego Stwórcy. Innymi słowy, „pełne są niebiosa i ziemia chwały” Jego.

Trudno jednak powiedzieć, jak częsta wśród wiernych jest swego rodzaju „pokusa manichejska”. Sam manicheizm był religią, która łączyła wątki zaratustriańskie, buddyjskie i chrześcijańskie, ucząc że świat materialny jest czymś z gruntu złym, w istocie niemożliwym do pogodzenia ze sprawami duchowymi. Kościół zdecydowanie potępił pogląd, jakoby ciało i zmysły były czymś niegodnym, nawet jeśli w obecnym stanie podlegają cierpieniu, przemijaniu oraz przyziemnym popędom, powołując się na prawdę, że wszystko, co Bóg powołał do istnienia, było bardzo dobre (Rdz 1,31). Pomimo tego pokusa odrzucenia dzieł stworzenia wciąż powracała w historii myśli religijnej, motywowana często zgorszeniem, jakie wywołuje rozdźwięk pomiędzy ideałem duchowym a marnością widoczną w świecie. Pewien tego wyraz dał chociażby Czesław Miłosz:

Pod Twoim ubawionym spojrzeniem cierpiałem

jak liszka żywcem wbita na kolec tarniny.

Otwierała się przede mną straszność tego świata[8].

W historii „pokusa manichejska” bodaj najsilniej oddziaływała na osoby o ogromnej wrażliwości moralnej. Natura odkrywana była wówczas jako okrutna, bytująca poza dobrem i złem, w pewien sposób niwecząc wiarę w to, że istnieje miłosierny Bóg, który byłby zarazem Stwórcą tak urządzonego świata. W cieniu traw nieustannie toczy się bezwzględna walka gatunków, a to, co w człowieku najbardziej naturalne, okazuje się najbrutalniejsze. Dlatego Czesław Miłosz ostatecznie niezbyt słusznie, choć z dużą dozą przenikliwości napisał: „Myślę, że ludzie, jeżeli z tego powodu nie mogą uwierzyć, że jesteś, zasługują w Twoich oczach na pochwałę”[9]. Co ciekawe, francuski filozof, André Comte-Sponville, związał swój ateizm nie tylko złem, ale również z „miernością” wszystkiego, co widać wokół[10]. Czy mógłby istnieć dobry i wszechmocny Stwórca, który stworzył świat tak mizerny i absurdalny, że jedyną formułą rozwoju uczynił nieustanne pożeranie słabszych przez silniejszych? Zupełnie innymi drogami poszła jednak nauka katolicka. To, co złe, jest wypaczeniem spowodowanym przez grzech. Stworzenie zostało bowiem poddane marności, i wciąż jeszcze jęczy i wzdycha w bólach rodzenia, ponieważ z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych (Rz 8,19-22). Bóg jest również ponad światem, ale nieustannie obdarza stworzenie swoją obecnością, kierując nim do celu, który zamierzył od początku. Toteż ostatni z zachodnich Ojców Kościoła, św. Izydor z Sewilli, wyjaśniał, że „zło nie ma własnej natury, ale naruszyło istniejącą naturę, a następnie ją wypaczyło”[11]. Jeśli więc „powiesz – ciągnął dalej autor Sentencji – że najmniejszy owad jest z natury zły, całe stworzenie niesprawiedliwie osądzisz”[12].

Duchowość katolicka od zawsze wzywała do zagłębiania się we własne wnętrze, ale nigdy kosztem zerwania relacji ze światem. Święci i mistycy nie nauczali przecież nadmiernego skupienia na samym sobie, które nie dawałoby wystarczająco dużo miejsca życiu „na zewnątrz”, w otoczeniu stworzeń, tym bardziej, kiedy przez nie przemawia niejako wola Boża (zob. Rz 1,20). Dlatego też, mając na uwadze zarówno powołanie do nieba, jak i piękno doczesnego, stworzonego świata, który jest miejscem poznawania i wznoszenia się do Stwórcy, wierni wołają: „pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej”. W zrozumieniu tej prostej aklamacji pomaga pewien średniowieczny kantyk, Pieśń słoneczna, przypisywany św. Franciszkowi z Asyżu i do dziś uznawany za najstarszy zabytek literatury pisanej w języku włoskim:

Pochwalony bądź, Panie mój, ze wszystkimi Twymi stworzeniami, szczególnie z panem bratem słońcem, przez które staje się dzień i nas przez nie oświecasz. I ono jest piękne i świecące wielkim blaskiem: Twoim, Najwyższy jest wyobrażeniem. Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata księżyc i gwiazdy, ukształtowałeś je na niebie jasne i cenne, i piękne. Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata wiatr i przez powietrze, i chmury, i pogodę, i każdy czas, przez które Twoim stworzeniom dajesz utrzymanie. Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę wodę, która jest bardzo pożyteczna i pokorna, i cenna, i czysta. Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata ogień, którym rozświetlasz noc: i jest on piękny, i radosny, i krzepki, i mocny. Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę naszą matkę ziemię, która nas żywi i chowa, wydaje różne owoce z barwnymi kwiatami i trawami[13].

W ciekawy sposób zamknięcie prefacji rozwinął również osiemnastowieczny poeta polski, jezuita Józef Baka:

Pełne niebiosa i ziemia szczodroty,

W nędznych sierotach fortunne obroty,

Zwierzęta, ptastwo żywisz i żywioły,

Mrówki, robaczki są to nasze szkoły,

W których się uczym Twego zmiłowania[14]…

I wreszcie ostatni aspekt modlitwy: pleni sunt caeli et terra gloria tua. Pan Jezus, pouczając o zbawieniu, niejednokrotnie wskazywał na szereg ważnych podobieństw pomiędzy życiem duchowym a zjawiskami przyrody. Można odnieść wrażenie, że przepełnione ciekawością i fascynacją obserwowanie świata stworzonego, jak również uważność na wzrost roślin czy zmianę pór roku pomagają zbliżyć się do wiecznych prawd. Należy obserwować stado owieczek, aby nauczyć się spokojnego zaufania. Chcąc zaś zrozumieć istotę cierpliwości, warto zastanowić się nad tym, jak powoli z małego nasionka wyrasta rozłożyste, zielone drzewo gorczycy. Nie bez powodu w wielu miejscach Pisma Świętego droga do świętości przyrównana została do ziarna, wzrastającego kłosa, deszczu użyźniającego ziemię, wiejącego wiatru, tryskającego strumienia... „Podobnie dzieje się w przyrodzie – pisał św. Izydor z Sewilli – kiedy mróz i śnieg opóźniają porę żniw; im później wschodzą posiane ziarna, tym obfitszy plon wydadzą w porze zbiorów”[15]. Jeżeli świat stworzony, pomimo iż został poddany marności, daje tak wielu wskazówek dotyczących zbawienia duszy, to istotnie „pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej”.

Pan Jezus w swoich naukach często odwoływał się do życia i istnienia najmniejszych stworzeń Bożych, czyniąc z nich obraz drogi do świętości, który także należy kontemplować i odnosić do spraw ducha: Przypatrzcie się ptakom w powietrzu (Mt 6,26), przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną (Mt 6,28), patrzcie na drzewo figowe i na inne drzewa (Łk 21,29). Wszystkie te pouczenia wiążą się oczywiście ze zmysłem wzroku, z patrzeniem, czyli swego rodzaju uważnością, obserwowaniem, byciem tu i teraz.

 

Mojej mamie

 

Michał Gołębiowski

 

----- 

Drogi Czytelniku, skoro jesteśmy już razem tutaj, na końcu tekstu prosimy jeszcze o chwilę uwagi. Udostępniamy ten i inne nasze teksty za darmo. Dzieje się tak dzięki wsparciu naszych czytelników. Jest ono konieczne jeśli nadal mamy to robić.

Zamów "Christianitas" (pojedynczy numer lub prenumeratę)

Wesprzyj "Christianitas

-----

 

[1] Mszał Rzymski, Poznań 1963, s. 605.

[2] Sanctus, Sanctus, Sanctus – ta trzykrotna formuła może również oznaczać pochwałę każdej z Osób Trójcy Świętej.

[3] Zob. Arystydes z Aten, Apologa I, 1 [w:] Pierwsi apologeci greccy, tłum. L. Misiarczyk, oprac. J. Naumowicz, Kraków 2004, s. 135; Augustyn z Hippony, Wyznania XI, 1-5, tłum. J. Czuj, Kraków 2008, s. 285-290; Katarzyna ze Sieny, Dialog o Bożej Opatrzności, czyli Księga Boskiej Nauki, tłum. L. Staff, Poznań 2012, s. 350-351; Ludwik z Granady, Przewodnik grzeszników, Kraków 2002, s. 39-47; Jean-Baptiste Saint-Jure, Zaufanie Opatrzności Bożej. Źródło pokoju i szczęścia, tłum. L. Danilecka, Warszawa 2009, s. 27-29; E. Hugon, Zasady filozofii. Dwadzieścia cztery tezy tomistyczne, tłum. A. Żychliński, Warszawa 2015, s. 15-25

[4] Mszał Rzymski, jw., s. 619; por. Wł. Zatorski, Kiedy mówimy „Ojcze nasz…”, Kraków 2011, s. 77-102.

[5] Zob. J. Homerski, Ewangelia według św. Mateusza. Wstęp – przekład z oryginału – komentarz, Poznań 1979, s. 285-286.

[6] Obrzędy Mszy świętej z ludem [w:] Droga do nieba. Katolicki modlitewnik i śpiewnik, Opole 2017, s. 134.

[7] „Żyjemy w świecie realnym, przekonani o swej wolności, niepowtarzalności i jedności, nie będąc — sami dla siebie — kresem wyjaśnień, ostateczną racją istnienia. Odkrywamy naturalne odniesienia do tego, co przekracza naszą kruchą egzystencję. Poszukujemy absolutnie uprawomocnionego istnienia, niezależnego od ludzkich, ograniczonych możliwości poznawczych. I oto w spontanicznym skierowaniu do świata ujawniają się nasze religijne, naturalne predyspozycje, nasza „pierwsza religijność", wiążąca się z, funkcjami, jakie przynależą umysłowi ludzkiemu, a zwanymi przez, J. Maritaina potencjalnie metafizycznymi. Zdaniem Gilsona istnieje więc pewien rodzaj spontanicznego wnioskowania, dzięki któremu każdy człowiek w warunkach swej naturalnej obecności, dochodzi do pojęcia transcendentnego bytu, który w języku religijnym zwie się Bogiem. Stąd punktem wyjścia gilsonowskiego poglądu jest stałe założenie o afirmatywnej postawie wobec rzeczywistości. Bóg — wobec powyższego — jawi się jako ostateczna racja ontologiczna i antropologiczna tego, co istnieje, a co domaga się wytłumaczenia. Dochodzi do takiej sytuacji w momencie, kiedy owo spontaniczne przeświadczenie o istnieniu Boga przenosimy w porządek poznania metafizycznego, w dziedzinę racjonalnych odpowiedzi na pytania zadawane rzeczywistości. Afirmacja Absolutu nie pojawia się w filozofii bytu wprost, lecz jest niejako wtórnie nałożona na zagadnienia związane z analizą przygodnej rzeczywistości” (J. Sochoń, Étienne Gilsona wizja ateizmu. Próba uogólnień, „Człowiek w kulturze”, nr 1/1993, s. 130); zob. też: tegoż, Wizja ateizmu Étienne Gilsona, Warszawa 1993, s. 33-55; T. Kuczyński, Od poznania świata do poznania Boga, Kraków 2013, s. 50-98.

[8] Cz. Miłosz, Alkoholik wstępuje w bramę niebios [w:] tegoż, Wiersze wszystkie, red. A. Szulczyńska, Kraków 2011, s. 1200.

[9] Cz. Miłosz, Alkoholik wstępuje w bramę niebios, jw., s. 1201.

[10] Zob. A. Comte-Sponville, Duchowość ateistyczna. Wprowadzenie do duchowości bez Boga, tłum. E. Aduszkiewicz, Warszawa 2011, s. 119-131.

[11] Malum uero ideo natura nulla est, quia accedendo in bonam naturam efficit eam uitiosam (Izydor z Sewilli, Sentencje I, 9, 1.2a).

[12] Si extremum uermiculum natura malum dixeris, uniuersae creaturae iniuriam facis (Izydor z Sewilli, Sentencje I, 9, 1.7).

[13] Franciszek z Asyżu, Pieśń słoneczna, tłum. R. Brandstaetter [w:] Droga do nieba, jw., s. 84-85.

[14] J. Baka, Tekst o miłości Bożej [w:] tegoż, Poezje, oprac. M. Hanczakowski, Kraków 2002, s. 33.

[15] Exemplo pruinarum et repressione messium, in quibus quanto tardius sata semina exeunt, tanto ad frugem cumulatius crescunt (Izydor z Sewilli, Sentencje III,7, 7.23).




Michał Gołębiowski

(1989), filolog, historyk idei oraz literatury dawnej, doktorant UJ. Stały współpracownik pisma „Christianitas”. Do tej pory wydał „Małżeństwo Józefa i Maryi w literaturze i piśmiennictwie staropolskim doby potrydenckiej” (Kraków, 2015) oraz „Niewiastę z perłą. Szkice o Maryi Pannie w świetle duchowości katolickiej” (Kraków, 2018). Stypendysta Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. 

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij