Polska chrześcijańska
2019.02.26 21:20

Oko w oko z komunizmem. Bitwa warszawska 1920

Artykuł jest rozdziałem książki Pawła Milcarka "Polska chrześcijańska. Kamienie milowe", Dębogóra 2016.

 

Chwile przezwyciężonego zagrożenia bywają chwilami wielkiej integracji. Można to niewątpliwie powiedzieć o trudnej lecz zwycięskiej próbie z sierpnia 1920: naród wychodzący z Wielkiej Wojny ze spełniającą się nadzieją niepodległości, z ledwie rozpoczętym trudem jednoczenia swych ludzi i swego terytorium po stu dwudziestu latach niewoli i podziału – stanął wobec groźby utraty wszystkiego: nadziei, młodej niepodległości, wolności ducha.

Zagrożenie było przerażająco realne. Kontrując wyprawę kijowską Piłsudskiego, bolszewicy szli przez ziemie dawnej Rzeczypospolitej, nie natrafiając długo na żaden skuteczny opór Wojska Polskiego. Armia Czerwona przesuwała się szybko, coraz bliżej serca Polski: w ciągu sześciu tygodni dotarli spod Berezyny pod Warszawę. Wspominał po latach Józef Piłsudski, wódz naczelny: „Pod wrażeniem nasuwającej się chmury gradowej łamało się państwo, chwiały się charaktery, miękły serca żołnierzy”. Opuścili Warszawę ambasadorowie – został tylko nuncjusz papieski Achille Ratti, przyszły papież Pius XI.

Stawkę zmagania i kierunek zamierzeń bolszewików określił dosadnie dowódca Frontu Zachodniego Armii Czerwonej Michaił Tuchaczewski:

Bohaterscy żołnierze Armii Czerwonej! […] Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na zachód![1]

Sprawa miała więc wymiar przekraczający konflikt dwóch narodów: chodziło o przyszłość Europy i świata. Z tego, że nie chodzi jedynie o kolejne zderzenie polsko-rosyjskie, zdawano sobie sprawę także w Polsce. Komunizm nie był ówczesnym ludziom jeszcze tak dobrze znany – ale wielu wiedziało dobrze, że to nie jest zwykły najeźdźca Ojczyzny. Że to wojna obronna Chrześcijaństwa.

W dramatycznym liście „Do biskupów świata” z 7 lipca 1920 Episkopat Polski objaśniał trafnie istotę sytuacji, także w wymiarze cywilizacyjnym:

[…] nie walczymy zupełnie z narodem, walczymy raczej z tymi, którzy Rosję zdeptali, jej krew i duszę wyssali, idąc po nowe zabory. Jak szarańcza, zniszczywszy wszelkie życia ślady w jednym miejscu, wędruje do miejsc innych, pędzona z dawnych granic własnym dziełem zniszczenia, podobnie bolszewizm, zatruwszy Rosję, splądrowawszy ją, na Polskę swoje otwiera gardziele. [...]

Dla wroga, który nas zwalcza, nie jest bynajmniej Polska ostatnią przystanią dla jego trofeów; lecz jest mu raczej etapem tylko i pomostem do zdobycia świata. [...]

Bo bolszewizm jest ostatnim wykwitem wszelkich zasad negacji, chowanych przez całe stulecie, które godziły w rodzinę, w wychowanie, w ustrój socjalny, w religię... [...]

I w ogóle mówimy o Europie i o dzisiejszym świecie, Bo gdyby świat chciał być nawet obojętnym na losy Kościoła, nadprzyrodzonego życia i chrześcijańskiego ducha, to jeszcze i wtedy nie będzie przecie obojętny na zniszczenie, zagrażające jego kulturze własnej, jaką z chrystianizmu wyniósł. […][2]

Naturalne, że przy tak zdefiniowanym zagrożeniu mobilizacja obronna miała tym więcej charakter nie tylko militarny, ale i duchowy. Czasami oba te wymiary jednoczyły się: gdy zarówno rząd i dowództwo, jak i Episkopat apelowały o wstępowanie do Armii Ochotniczej. Podczas gdy ze zgłaszających się masowo inteligentów i robotników, studentów i harcerzy tworzono pospiesznie oddziały, polecenie Arcybiskupa Warszawskiego w kościołach trwały modlitwy, a na ulice wychodziły procesje błagalne, zaś „taca” przeznaczana była na potrzeby mobilizacji.  Episkopat Polski zgromadzony na Jasnej Górze 27 lipca oddał Polskę Najświętszemu Sercu Jezusa i ponownie obrał Maryję na Królową Polski.

Za symboliczny moment przełomu w walce uznano bój pod Ossowem 14 sierpnia i bohaterską śmierć księdza Ignacego Skorupki, idącego z żołnierzami 236. ochotniczego Pułku Legii Akademickiej: od tej chwili Polacy już się nie cofali, lecz szli do przodu. Powołująca się na relacje świadków legenda o bohaterskim kapelanie opisała po raz kolejny ideał duszpasterstwa włączonego głęboko w sprawy narodu.

Z militarnego punktu widzenia zwycięstwo przyszło w dniach następnych, wskutek wykonania przez armie nad Wkrą i nad Wieprzem mistrzowskiego planu polskiego dowództwa.

Posiadając, jako „osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata”, niezaprzeczalną doniosłość militarną i polityczną w wymiarze dziejów powszechnych, bitwa ta była również momentem nowej kulminacji w przeświadczeniu o nadprzyrodzonym biegu dziejów. Przeświadczenie to wraz z dziękczynieniem za błogosławieństwo Boże nad Polską zostało utrwalone między innymi w zatwierdzonych za pontyfikatu Piusa XI tekstach liturgicznych na święta: Maryi Królowej Polski (3 maja) i Matki Bożej Częstochowskiej (26 sierpnia). I tak na przykład w święto trzeciomajowe księża odmawiając swój łaciński brewiarz aż do lat 60. XX wieku, czyli i w czasach niewoli komunistycznej, czytali w szóstym czytaniu jutrzni:

Wróg imienia chrześcijańskiego pustosząc wzdłuż i wszerz ziemię, doszedł do bram Warszawy. W tym nowym groźnym niebezpieczeństwie jedyną ucieczką była Maryja Panna, która w sam dzień swego Wniebowzięcia starła nad Wisłą wielkie zastępy. Przez ich odpędzenie Rzeczpospolita uniknęła niebezpieczeństwa upadku. Z tego względu wszyscy biskupi Polski, wypełniając śluby złożone niegdyś przez króla Jana Kazimierza, poprosili Papieża Piusa XI – który jako nuncjusz w Polsce umacniał swoją obecnością umysły w samym czasie przerażenia – by zechciał się zgodzić na doroczny obchód święta Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski[3].

Nie było to jedyne kościelne upamiętnienie „cudu nad Wisłą”, trwalsze niż niepodległość Polski nad Wisłą. Innym bardzo mocnym świadectwem było umieszczenie w kaplicy papieskiej w podrzymskiej rezydencji Castel Gandolfo fresku batalistycznego przedstawiającego bój pod Ossowem, wykonanego przez polskiego malarza Jana Henryka Rosena. Stało się to na polecenie Papieża Piusa XI, który nigdy nie zapomniał swej obecności w Warszawie w sierpniu 1920, zachowując szczególny kult dla księdza Ignacego Skorupki.

Wychodząc wraz z postacią Pius XI poza granice Polski, jako szczególny epilog i ostrzeżenie można dopisać do tego rozdziału o polskim zmaganiu z komunizmem to, co kilkanaście lat później, w roku 1937 napisał o tej ideologii ten sam Papież w profetycznej encyklice Divini Redemptoris, „o bezbożnym komunizmie”:

Walka między dobrem a złem, będąca smutnym następstwem grzechu pierworodnego, wciąż trwa i wyrządza wiele szkód. Nigdy też ów dawny i podstępny kusiciel nie ustawał w oszukiwaniu ludzi zwodniczymi obietnicami. Dlatego to w ciągu wieków jedne wstrząsy następowały po drugich, aż doszło do obecnego przewrotu, który już się sroży albo staje się poważnym zagrożeniem niemal wszędzie, gwałtownością zaś i rozmiarami zda się przerastać wszystko, co Kościół wycierpiał w dawniejszych prześladowaniach. […]

Komunizm w większej jeszcze mierze niż inne tego rodzaju ruchy w przeszłości zawiera błędną ideę wyzwolenia. […]

Jest to system pełen błędów i sofizmatów, sprzeciwiający się zarówno objawieniu, jak i zdrowemu rozumowi, niszczący wszelki ład społeczny i podważający jego fundamenty, zapoznający prawdziwe pochodzenie, naturę i istotny cel państwa, negujący prawa należne osobie ludzkiej, jej godność i wolność.

[…]

Na to właśnie patrzymy obecnie z najdotkliwszym bólem: po raz pierwszy bowiem w dziejach ludzkości jesteśmy świadkami starannie i planowo przygotowanego buntu przeciw wszystkiemu, "co nazywa się Bogiem" (2 Tes 2,4)[4].

Polska, która w roku 1920 pierwsza zatrzymała skutecznie komunizm, po ćwierć wieku miała być jedną z głównych ofiar ekspansji Związku Sowieckiego. Miała aż do przełomu lat 80. i 90. pozostawać w strefie dominacji sowieckiej, równocześnie politycznej i ideologicznej.

W tych długich latach niewoli pamięć zwycięstwa Bitwy Warszawskiej przypominała o zmiennych kolejach zmagań z komunizmem. Świadectwem tej długiej pamięci i nadziei może być pochodząca z lat 80. Wieku XX refleksja księdza, który w roku 1920, jako kleryk, pełnił służbę sanitariusza – łączy ona pamięć o zwycięstwie 1920, przeżycia z Mszy papieskiej na Placu Zwycięstwa w 1979 oraz atmosferę Polski stanu wojennego:

Dziękowaliśmy Bogu za zwy­cięstwo i prosiliśmy, aby pozostało nadal przy naszej Ojczyźnie.

Opatrzność miała jednak inne plany. Zostaliśmy poddani nowej próbie. Ten sam wróg Polski, a jedno­cześnie, jak to czytaliśmy w brewiarzu, „nieprzyjaciel imienia Chrystusowego" w porozumieniu z drugim na­jeźdźcą napadł na naszą Ojczyznę. […]

A jednak ?

Właśnie na tym placu, który w ciągu lat zmienił tylu „panów" i nazywał się: Saski, Piłsudskiego, Hit­lera, wreszcie Zwycięstwa — stanął wzniesiony dn. 3 czerwca 1979 roku ołtarz z krzyżem. […]

Patrząc na ten ołtarz i krzyż, nie mogliśmy się oprzeć wrażeniu, że powtarza się „Cud nad Wisłą". Że wskazuje Polsce i światu krzyż jako jedyny ratu­nek i ocalenie.

A więc „Cud nad Wisłą" trwa. Nie zapadł się w mrok historii. Nie wytarli go z dziejów narodu płatni fałszerze, kłamcy i uwodziciele niedouczonych tłumów. […]

My zaś mamy obowiązek dalej prowadzić ich dzie­ło i walczyć o te same ideały. Zamykają się one w znaku krzyża i wypowiadają się jednym słowem: Chrystus!”[5]

Paweł Milcarek

 

----- 

Drogi Czytelniku, skoro jesteśmy już razem tutaj, na końcu tekstu prosimy jeszcze o chwilę uwagi. Udostępniamy ten i inne nasze teksty za darmo. Dzieje się tak dzięki wsparciu naszych czytelników. Jest ono konieczne jeśli nadal mamy to robić.

Zamów „Christianitas” (pojedynczy numer lub prenumeratę)

Wesprzyj „Christianitas”

-----

 

[1] Michaił Tuchaczewski, Na zachód!, Rozkaz do oddziałów Frontu Zachodniego Nr 1423, Smoleńsk, 2 lipca 1920, cyt. za: Norman Davies, Orzeł biały. Czerwona gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919–1920, przeł. A. Pawelec, Kraków 2000.

[2] Cyt. za: Wiesław J. Wysocki, Kościół w 1920 roku

[3] Tłumaczenie własne, por. oryginał łaciński w: „Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie” 20 (1930) nr 4, ss. 143-150. Święto Maryi Królowej Polski obchodzono po raz pierwszy w roku 1925, jednak przeznaczone na nie oficjum zostało ostatecznie zatwierdzone przez Świętą Kongregację Obrzędów dopiero w dniu 15 stycznia 1930.

[4] Tłum. polskie wg: „Wiadomości Archidiecezji Warszawskiej”, rok XXVII, kwiecień 1937.

[5] Stanisław Tworkowski, Krzyż Dowbora, Londyn 1986, ss. 73n.


Paweł Milcarek

(1966), założyciel i redaktor naczelny "Christianitas", filozof, historyk, publicysta, freelancer. Mieszka w Brwinowie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij