Felietony
2018.10.24 15:39

Krótka historia o karze śmierci, pedofilach w Kościele i instytucjach penitecjarnych

Zmiana treści katechizmu w sprawie kary śmierci jakiej dokonał Papież Franciszek już zdążyła odejść w niemal całkowitą niepamięć. Żyjemy w świecie “skuteczniejszych systemów ograniczania wolności, które gwarantują należytą obronę obywateli, a jednocześnie w sposób definitywny nie odbierają skazańcowi możliwości odkupienia win”. W świecie, w którym “kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby” (nowe brzmienie KKK 2267). Zatem opowiedzmy sobie pewną historię, którą możemy potraktować jako przypowieść.

To będzie kilka zaledwie słów o sprawach trudnych i pełnych brudu. Nie tylko karze śmierci, ale i pedofilii w Kościele i sposobach organizacji instytucji penitencjarnych.

Nasz bohater to John J. Geoghan. Ksiądz. Potwór. Miał na sumieniu molestowanie ponad stu chłopców. Wielokrotnie przenoszony z parafii na parafię. Ale, dodajmy, jego przełożeni, m.in. kardynał Law, otrzymywali, po wielotygodniowych terapiach w ośrodkach zamkniętych, zalecenia skierowania go ponownie do pracy duszpasterskiej od licencjonowanych, amerykańskich psychiatrów. Co trzeba dodać stwierdzano wtedy u niego homoseksualną pedofilię. Ostatecznie został usunięty ze stanu kapłańskiego w 1998 roku, a w cztery lata później skazano go na  dziewięć lat więzienia.

Druga osoba dramatu. Joseph Druce, trzydzieści lat młodszy od Geoghana, urodzony w 1965. Ponoć biały supremacjonista. Zamordował kierowcę, który zabrał go autostopem. Kierowca miał mu czynić seksualne awanse. Działo się to w stanie Massachusetts. To postępowy stan. Od 1984 nie ma tam kary śmierci. No chyba, że popełnisz przestępstwo federalne. Ale Druce był sądzony według prawa stanowego i otrzymał wyrok dożywocia bez prawa do przedterminowego zwolnienia. Trafił do więzienia stanowego o najsurowszym rygorze. Po angielsku: maximum security prison. Tak się jakoś stało, że do tego samego więzienia trafił także Geoghan. Co gorsza, w pewnym momencie, w 2003 roku, znaleźli się w jednej celi. Druce zabarykadował drzwi i zanim strażnicy zdołali je sforsować, dusząc i kopiąc zabił Geoghana. Odbył się proces. Obrona usiłowała dowodzić, że Druce jest niespełna rozumu, ale nie odniosła sukcesu. Druce został uznany winnym morderstwa pierwszego stopnia i otrzymał ponownie wyrok dożywocia, bez prawa do przedterminowego zwolnienia.

Ks. Alfred Wierzbicki pisał na portalu “Więzi” [link]: “Odrzucenie kary śmierci wypływa z tych samych etycznych przesłanek, które prowadzą do moralnej dyskwalifikacji aborcji, eutanazji, tortur czy eksperymentów na ludzkim organizmie. To przejaw konsekwentnej etyki życia.” Czy rzeczywiście? Czy personalistyczny idealizm unikający elementarnych rozróżnień pomiędzy zbrodnią i niewinnym lub bezsensowym cierpieniem jest tą realistyczną etyką katolicką oznaczającą “postęp dogmatyczny” [link]?

Tak kończy się przypowieść o “skuteczniejszych systemach ograniczania wolności, które gwarantują należytą obronę obywateli, a jednocześnie w sposób definitywny nie odbierają skazańcowi możliwości odkupienia win.”

Piotr Chrzanowski

Tomasz Rowiński


Piotr Chrzanowski

(1966), mąż, ojciec; z wykształcenia inżynier, mechanik i marynarz. Mieszka pod Bydgoszczą.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij