Polemiki
2015.10.15 13:31

Jeszcze o "nawróceniu języka" Kościoła

W „Przewodniku katolickim” Zbigniew Nosowski komentując toczące się w Rzymie obrady  XIV Zwyczajnego Zgromadzenie Ogólnego Synodu Biskupów poświęconemu powołaniu i misji rodziny w Kościele i świecie współczesnym dzieli się z czytelnikami optymistycznymi oczekiwaniami, że ojcowie synodalni skoncentrują się nad przedstawieniem światu pozytywnego, misyjnego przesłania. Przesłanie to, zdaniem Autora skorelowane ze słowami, gestami i czynami papieża Franciszka pomoże dotrzeć ze słowami Chrystusa do ludzi i rodzin stojących na obrzeżach Kościoła lub nawet poza nim. Artykuł redaktora naczelnego „Więzi” zawiera sporo słusznych, a nawet głębokich wezwań do ukazania przez Synod piękna sakramentalnego życia małżeńskiego we wszystkich jego wymiarach, także tym cielesnym. Wątpliwość budzi jednak wyraźne nadużywanie przez Nosowskiego narracji o konieczności „nawrócenia pastoralnego Kościoła” i „odpowiadania na potrzeby współczesnego świata”. W tekście redaktora naczelnego „Więzi” ujawnia się pewien interesujący paradoks, nieobcy wielu przedstawicielom współczesnego Kościoła katolickiego, zarówno biskupom, na których Nosowski chętnie się powołuje, jak i świeckim. Sygnalizując w swoich postulatach i oczekiwaniach konieczność zrozumienia przez Synod potrzeb współczesnego człowieka i przemawiania przez Kościół „językiem bliskim dzisiejszym problemów”, sami tworzą pewien nowy rodzaj wieloznacznego metajęzyka, w którym zaczyna zacierać się niepowtarzalne, jedyne i wyjątkowe przesłanie Kościoła o zbawieniu, sakramentach i nawróceniu.

 

Mam wrażenie, że poruszając się w ramach wyraźnie faworyzowanej przez Nosowskiego opowieści o "nawróceniu języka", "przestawieniu zwrotnicy w kształtowaniu duszpasterskiej misji Kościoła", "docieraniu do ludzi pozostających na obrzeżach wiary" lub w końcu, "ukazania Boga i kościelnego nauczania świeżym językiem" poruszamy się jednocześnie i wciąż w obszarze wzniosłej i subtelnej metaforyki, tyleż niedookreślonej i ezopowej, co banalnie zrytualizowanej. Wezwania do "pochylenia się nad człowiekiem", "towarzyszeniem mu w trudnych wyborach współczesności" (przypomnijmy - leitmotiv narracji ubiegłorocznego, posynodalnego "Relatio") słyszymy w Kościele katolickim nie od dziś, tylko co najmniej od początków pontyfikatu Jana XXIII i czasów „burzy i naporu” przed rozpoczęciem Soboru Watykańskiego II.

 

W sensie poznawczym, apele te nie są niczym nowym, rewolucyjnym czy zaskakującym, co wyraźnie widać „między wierszami” artykułu redaktora naczelnego „Więzi”.  można wręcz powiedzieć, że stały się pozbawioną głębszych treści mantrą pokoleń stopniowo schodzących już z eklezjalnej sceny. Za każdym razem, gdy słyszymy tego typu wezwania, warto zapytać, jaka konkretna rzeczywistość się za nimi kryje. Nie mam tutaj na myśli kwestii stricte technicznych rzecz jasna, ale potrzebę zwykłej egzegezy tego, co miałoby być celem owych zabiegów w postaci "docierania do ludzi", "przestawiania zwrotnicy" czy "odświeżenia języka". Czy celem tym jest rzeczywiste nawrócenie człowieka ku Bogu, zrealizowanie tkwiącego w nim potencjału "capax Dei" (jak mówi chrześcijański Zachód czy "otwarcia na cudowne Boże energie" (jak mówi chrześcijański Wschód) czy może, swoiste fetyszyzowanie takich pojęć jak "dialog", "spotkanie", "pochylenie się", "towarzyszenie", za którymi nie idą już żadne religijne treści, które stają się pustymi formułami, zdradzającymi albo gigantyczną nieporadność ich twórców (w najlepszym przypadku), albo też ich porażający cynizm (w najgorszym razie)? "Słowa, gesty i czyny" Franciszka są na tyle niejednoznaczne, na tyle przesłonięte, świadomie czy nie, opisywaną przez Johna Rawlsa "veil of ignorance" ponowoczesnych okoliczności relatywizmu, niewiedzy i komercjalizacji, że trudno, nawet przy najlepszych chęciach czynić je obiektywnym czynnikiem wzywającym, jak pisze Zbigniew Nosowski, do "pastoralnego nawrócenia". Myślę, że ojcom synodalnym, ale i pozostałym grupom wiernych nie tyle winno chodzić o nawrócenie "pastoralne", a więc "duszpasterskie", bo tego typu ujęcie sugeruje, że całość, albo przynajmniej znaczna część problemów ponowoczesności leży w duszpasterstwie, a więc w jakiś bliżej nieokreślonych, lub określonych metaforycznie i wręcz lirycznie, "metodach" docierania do wiernych. A z wiarą jest właśnie tak, jak z modlitwą Jezusową. Jej siłą nie jest żadna konkretna metoda, strategia, nie są "projekty ewangelizacyjne", a właśnie brak tej metody. To obiektywnie istniejąca rzeczywistość, działająca obiektywnie przede wszystkim przez sakramenty, święte misteria Kościoła, w których Bóg daje się człowiekowi odkryć, poznać, zjednoczyć i umiłować. Oczywiście sakramenty chrztu i bierzmowania/miropomazania, które przyjmujemy raz, ale i te sakramenty, z którymi wciąż stykamy się w naszym życiu duchowym: Eucharystia, w której ma miejsce największa chyba dostępna człowiekowi epifania Boga, pokuta/pokajanie i małżeństwo, które nie jest przecież wydarzeniem jednorazowym, ale stałą wspólnotą spożywania i picia z jednego Kielicha Eucharystycznego, stałą wspólnotą uświęcaną przez Ducha Świętego, skarbnicę dóbr i dawcę życia. Zadziwia, jak mało mówi się o tej perspektywie, jednocześnie tak ochoczo poruszając się w sferze niejasnych i wieloznacznych metafor o "nawróceniu języka" i "dialogu z oczekiwaniami współczesności", mogących znaczyć i wszystko, i nic.

 

Łukasz Kobeszko


Łukasz Kobeszko

(1975) filozof i publicysta. Publikował m. in. w „Rzeczpospolitej”, „Rebelya.pl”, „Portalu Spraw Zagranicznych” oraz „Obywatelu”. Mieszka w Warszawie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij