Wywiady
2014.08.02 09:51

Deklaracja Wiary. Rozmowa z prof. Bogdanem Chazanem

Bogdan Chazan

Fot. WAM

Dlaczego podpisał Pan wspólnie z około trzema tysiącami polskich lekarzy tak zwaną Deklarację Wiary?

 

Wierzę w Boga. Przyznaję się do tego publicz­nie, kiedy uczestniczę w mszy świętej. Jest więc naturalne, że również podczas wykonywania swojej pracy jestem człowiekiem wierzącym. Przyznam jednak, że nie spodziewałem się takiego medialnego zamieszania wokół tego dokumentu.

 

W jakich okolicznościach podpisał Pan Deklarację?

 

Po prostu w internecie... Z pewnością zachę­cił mnie do tego fakt, że autorem tekstu jest zasłużona i uznana Wanda Półtawska, która w tamtym czasie, w wyniku nieszczęśliwego wypadku, znalazła się w szpitalu. Podpis ten miał być także wyrazem solidarności z nią. Na ten sam gest zdecydowały się moje koleżanki i koledzy po fachu.

 

Dokument ten jest problematyczny. Nie mówi wyłącznie o uznaniu istnienia Boga, ale wy­ mienia takie szczegółowe normy moralne. Już sam tytuł brzmi: „Deklaracja wiary lekarzy ka­ tolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej".

 

Deklaracja opiera się na przekonaniu o święto­ści ludzkiego ciała. To stwierdzenie nie zostało właściwie zrozumiane przez krytyków tego dokumentu. Jedna z dziennikarek „Gazety Wyborczej" wyprowadziła z niego wniosek, że przestanę wykonywać cięcia cesarskie, by nie naruszać świętości ciała. Tak dalece ideologicz­na interpretacja tekstu jest kompromitująca.

 

Proszę w takim razie wyjaśnić sens sformuło­ wania mówiącego, że ciało ludzkie jest święte.

 

Lekarz, badając i lecząc pacjenta, powinien ze względu na świętość ludzkiego ciała zacho­wywać się wobec niego taktownie. Pacjent posiada swoją sferę prywatną, której lekarz nie ma prawa naruszać. W razie konieczno­ści rozmowy o sprawach intymnych musi być wobec pacjenta delikatny i wyrozumiały. Nie wolno sprawiać dodatkowych niepotrzebnych cierpień. Szacunek należy się ciału człowieka po śmierci, ciału dziecka martwo urodzonego lub poronionego.

W przypadku dziecka nienarodzonego ta zasada również ma zastosowanie. Nie należy wykonywać inwazyjnych badań prenatalnych bez klarownych wskazań medycznych, by nie narażać dziecka na cierpienie lub wręcz utra­tę życia. Kiedy opiekujemy się noworodkiem, nie możemy zaburzyć jego naturalnej potrzeby natychmiastowego nakarmienia, najlepiej mle­kiem matki, świecić mu lampą prosto w oczy, hałasować, oddzielać niepotrzebnie od matki.

 

A w jaki sposób rozumie Pan wspomnianą w De­klaracji nietykalność ludzkiego ciała?

 

Po pierwsze, nietykalność ciała oznacza, że nie należy podejmować wobec pacjenta procedur medycznych, kiedy w stosunku korzyści do ryzyka przeważa ryzyko. Po drugie, ciało nie jest czymś, co można dowolnie modyfikować czy okaleczać, jeśli nie służy to poprawie zdro­wia lub ratowaniu życia.

 

Wielu komentatorów zszokowało sformułowa­nie, według którego „podstawą wolności lekarza--katolikajest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła".

 

Lekarz, wchodząc do kliniki, nie zostawia swo­jego sumienia za progiem. Tak samo nie odkła­da na bok swojej wiary w Boga. Doktor Kon­stanty Radziwiłł z Naczelnej Rady Lekarskiej ujął to celnie, mówiąc, że sumienie zawsze mamy ze sobą, niezależnie od okoliczności. Sumienie katolika jest ukształtowane przez nauczanie Kościoła. Katolik wierzy, że po­stępując zgodnie z własnym sumieniem, ko­rzysta z pomocy Ducha Świętego. Ta wiara nikomu nie zagraża. Jej sednem, w stosunku katolika do drugiego człowieka, jest zasada miłości bliźniego. Zasada ta pozostaje zgod­na z powołaniem lekarza, ponieważ oznacza, że każdego pacjenta należy traktować z rów­nym szacunkiem oraz, jak powiedział papież Franciszek - z czułością.

Nie ma w tym żadnej sprzeczności z misją lekarską.

Czy mocne słowa papieża Franciszka skie­rowane we wrześniu ubiegłego roku do le­karzy ginekologów z organizacji MaterCare International, by w twarzy każdego aborto-wanego dziecka rozpoznali rysy twarzy Jezu­sa, naprawdę mogą komuś przeszkadzać? To kwestia wiary i nie prowadzi ona do konfliktu z rolą lekarza. Wręcz przeciwnie: tym bardziej motywuje go do lepszego wypełniania powo­łania zawodowego.

 

Kolejne obecne w Deklaracji Wiary stwierdze­nie - o pierwszeństwie prawa Bożego przed prawem ludzkim - wywołało bodaj największy sprzeciw wśród uczestników debaty publicznej.

 

Uznanie pierwszeństwa prawa Bożego przed ludzkim rozumiem przede wszystkim jako przestrzeganie zasady: „nie zabijaj". Człowiek nie ma prawa podnieść ręki na życie drugie­go człowieka. Niezależnie od tego, czy jest to dziecko nienarodzone, czy starsza osoba u kre­su życia. Jeżeli ustawodawstwo idzie w tym kierunku, by umożliwiać poddawanie chorych noworodków eutanazji, a ludzi nierokujących poprawy zdrowotnej pozbawiać opieki me­dycznej czy skazywać na śmierć z głodu - to absolutnie nikt nie ma obowiązku stosować się do niego.

Prawo Boże jest zgodne z prawem natural­nym. Dlatego nie widzę żadnej możliwości, żeby mogło stanowić zagrożenie dla jakiego­kolwiek pacjenta.

 

W tym rozumowaniu tkwi niebezpieczeństwo myślenia selektywnego. Człowiek zacznie arbi­tralnie oceniać, co w prawie stanowionym jest zgodne z prawem Bożym, a co nie. Wówczas sam będzie wybierać, do czego się stosuje, a czemu się nie podporządkowuje.

 

Nie jest tak, że co drugie sformułowanie pra­wa stanowionego jest niezgodne z prawem Bożym. Rozmawiamy o bardzo poważnych zagadnieniach, dotyczących ludzkiego życia. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek przy zdrowych zmysłach chciał w ten sposób dzielić włos na czworo. Wizja, w której lekarz rozważa zgodność operacji wycięcia wyrostka robacz­kowego z prawem Bożym, jest absurdalna. Tego rodzaju wątpliwości dotyczą wyłącznie spraw najistotniejszych, godności człowieka i jego prawa do życia, niezależnie od wielkości i budowy ciała, urody, płci. To właśnie wobec nich ma zastosowanie klauzula sumienia.

 

Czy mam rozumieć, że nie poczuwa się Pan do szeroko uzasadnianego zarzutu, iż nie uszano­wał Pan prawa stanowionego, nie informując pacjentki, gdzie może poddać się zabiegowi aborcji?

 

Nie mogę być sędzią we własnej sprawie. Jako lekarz miałem gwarantowane przez Konsty­tucję prawo odmówić. Obecne prawo stano­wione dotyczące tej kwestii ma być wkrótce zmienione przez Trybunał Konstytucyjny. Czy moje postępowanie było uzasadnione? Nie­którzy komentatorzy, jak prawnicy profesor Oktawian Nawrot i ksiądz profesor Piotr Sta-nisz, uznali moje zachowanie za przykład uza­sadnionego nieposłuszeństwa obywatelskiego.

 

Minis ter Zdrowia Bartosz Arłukowicz skomen­tował ideę pierwszeństwa prawa Bożego przed prawem stanowionym następująco: „Encyklika powinna być w domu, a w pracy encyklopedia. Od wyznawania wiary jest kościół, a szpital od
leczenia".

 

Takie sformułowania są wyrazem bezradności intelektualnej pana ministra. Nie ma tu czego komentować.

 

Czy modli się Pan w pracy?

 

Owszem, modlę się. Modli się też wielu innych lekarzy. Nie tylko przed wyjątkowo ciężkimi operacjami, ale też przed codziennym obcho­dem. Znów zapytam: czy modlitwa lekarza mogłaby jakkolwiek zaszkodzić pacjentowi? Znałem urologa, który przeprowadzając ope­rację, śpiewał godzinki do Najświętszej Maryi Panny. Nikomu z personelu to nie przeszka­dzało. Gdy chodzi o mnie, najczęściej modlę się do Ducha Świętego. W trakcie ostatniego zamieszania, kiedy pod Szpitalem bez przerwy stały telewizyjne wozy transmisyjne i każdego dnia odbywałem trudne rozmowy - modliłem się często.

 

Rozmawiał Maciej Müller

 

Rozmowa stanowi fragment książki "Prawo do życia. Bez kompromisu", która jest zapisem rozmów z prof. Bogdanem Chazanem i w sierpniu trafi do księgarń. Publikację zawdzięczamy uprzejmości wydawnictwa WAM.

 

 

 


Bogdan Chazan

(1944),lekarz, profesor ginekologii i położnictwa.