Duchowość
2015.08.07 14:47

60 gramów mięsa, czyli o bagatelizowaniu grzechu powszedniego słów kilka

Czy to już grzech ciężki, czy jeszcze lekki? Na takie pytanie można spojrzeć z dwóch stron. Na pewno jest powodem do radości, że ktoś zastanawia się nad tego typu kwestiami, tym bardziej przed przystąpieniem do Komunii świętej. W świecie, w którym coraz więcej osób traci poczucie grzechu, a powszechną praktyką w wielu krajach (wskutek braku formacji doktrynalnej) staje się przystępowanie do sakramentu Eucharystii bez uprzedniego korzystania z sakramentu pokuty i pojednania, tego typu dylematy cieszą. Są między innymi znakiem poważnego traktowania sakramentów świętych. 

Można jednak na całą sprawę spojrzeć z innej perspektywy. Mam na myśli bagatelizowanie grzechu powszedniego. To prawda, że każdy z nas popełnia grzechy powszednie oraz że niemożliwe jest ich zupełne wyeliminowanie, dopóki żyjemy na tym świecie. Grzechy powszednie nie uniemożliwiają przystępowania do Komunii świętej, co więcej – Komunia święta je gładzi. Nie można jednak traktować ich jako nic nie znaczących pomyłek. Obowiązkiem chrześcijanina, który poważnie traktuje swoje życie duchowe, jest unikanie także grzechów powszednich, walka z nimi, ograniczanie popełniania zwłaszcza dobrowolnych grzechów powszednich.

Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza[1]: Grzech powszedni osłabia miłość; jest przejawem nieuporządkowanego przywiązania do dóbr stworzonych; uniemożliwia postęp duszy w zdobywaniu cnót i praktykowaniu dobra moralnego; zasługuje na kary doczesne. Grzech powszedni świadomy i pozostawiony bez skruchy usposabia nas stopniowo do popełnienia grzechu śmiertelnego. Grzech powszedni nie zrywa przymierza z Bogiem. Może być naprawiony po ludzku z pomocą łaski Bożej. "Nie pozbawia łaski uświęcającej, przyjaźni z Bogiem, miłości ani, w konsekwencji, szczęścia wiecznego". Te słowa nie pozwalają na traktowanie grzechu powszedniego jako czegoś nieistotnego. Uniemożliwienie postępu w zdobywaniu cnót i stopniowe usposabianie do popełnienia grzechu śmiertelnego jest poważnym zagrożeniem.

Być może powolne słabnięcie życia religijnego i postępująca laicyzacja sprawiają, że wiele osób, w tym duchownych, wydaje się zadowalać brakiem grzechu ciężkiego. Zapomina się, że stan łaski uświęcającej to dopiero wyjściowa sytuacja do prowadzenia życia w przyjaźni z Bogiem, a nie meta, do której zdążamy. Daje się zauważyć słabnące rozumienie spowiedzi z grzechów powszednich (także w świadomości niektórych spowiedników). A przecież na pewnym etapie życia duchowego właśnie praca nad ograniczaniem grzechów powszednich stanowi jeden z głównych frontów walki wewnętrznej. Prawdziwa miłość do Boga nie ogranicza się do pozostawania z Nim w przyjaźni, mimo sprawiania niekiedy przykrości, lecz dąży do tego, by Przyjaciel nigdy nie został zasmucony. Walka z grzechem powszednim to swoisty duchowy termometr, pozwalający na ocenę gorliwości osoby, która naprawdę chce wzrastać w świętości. Pisali o tym święci[2].

Dawni moraliści skrupulatnie rozdzielali grzechy ciężkie od powszednich. W najbardziej obrazowy i nieco zabawny sposób pokazują to rozważania na temat gramów mięsa, które spożyte w trakcie dnia wstrzemięźliwości, stanowią jeszcze grzech powszedni[3]. Czy jednak naprawdę o to chodzi? Na pewno mój większy szacunek budzi postawa wiernego, który zastanawia się, czy dany czyn był grzechem ciężkim, czy jeszcze powszednim, od bagatelizowania tego zagadnienia i przystępowania do Komunii świętej bez uprzedniego rachunku sumienia. Co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości i jako katoliczka nie tylko mieć ich nie mogę, lecz także boli mnie, że coraz mniej katolików zastanawia się nad swoim stanem przed przystąpieniem do sakramentu Eucharystii. Z drugiej strony czymś złym i niebezpiecznym jest ciągłe świadome balansowanie na krawędzi i bagatelizowanie grzechu powszedniego. Warto na koniec przytoczyć słowa św. Augustyna[4]: Jak długo bowiem chodzi człowiek w ciele, nie może uniknąć wszystkich grzechów, nawet lekkich. Lecz tych grzechów, które nazywamy lekkimi, wcale sobie nie lekceważ, jeśli je ważysz. Lękaj się, kiedy je liczysz. Wiele drobnych rzeczy tworzy jedną wielką rzecz; wiele kropli wypełnia rzekę; wiele ziaren tworzy stos. Jaką więc mamy nadzieję? Przede wszystkim - wyznanie... Oby jak najwięcej osób zrozumiało sens spowiedzi z grzechów powszednich i walki z nimi. Walki, która trwać będzie do końca naszego życia.

 

Monika Chomątowska

 

[1] KKK, pkt. 1863

[2] Na przykład: Jesteś letni, jeśli leniwie i niechętnie wypełniasz to, co odnosi się do Pana; jeśli z wyrachowaniem i przebiegłością starasz się ograniczyć swoje obowiązki; jeśli myślisz tylko o sobie i o własnej wygodzie; jeśli twoje rozmowy są czcze i próżne; jeśli nie czujesz wstrętu do grzechu powszedniego; jeśli działasz jedynie z ludzkich pobudek. św. Josemaria Escriva de Balaguer, Droga pkt. 331; Proś Pana, by użyczył ci wrażliwości niezbędnej do uświadamiania sobie zła grzechu powszedniego, byś traktował go jako prawdziwego i zasadniczego wroga swojej duszy i byś z łaską Bożą go unikał. Tenże, Kuźnia pkt. 114

[3] Ks. Franciszek Bączkowicz CM, Prawo Kanoniczne. Podręcznik dla duchowieństwa, T. II, Wydawnictwo Diecezjalne Św. Krzyża w Opolu 1958, ss. 420-424

[4] Św. Augustyn, In epistulam Johannis ad Parthos tractatus, 1, 6.


Monika Chomątowska

(1989), doktorantka Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, publikuje w Christianitas i Frondzie. Mieszka w Krakowie

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką plików cookies. Warunki przechowywania lub dostępu do cookie możesz określić w Twojej przeglądarce.

Zamknij